
tradycjonalny wymiar świąt Bożego Narodzenia zawsze ma kurtuazyjny charakter. wzajemne wymienianie się życzeniami jest bardzo sympatyczne (co z tego, że nierzadko są kiepsko przemyślane, a czasami nieszczere). miło jest dostać maila z zabawną, świąteczną rymowanką (szkoda, że identyczne w swojej treści wiadomości zalegają w setkach innych skrzynek odbiorczych). ostatecznie przyjemnie jest usiąść w wysprzątanym mieszkaniu do wigilijnego stołu, a po wieczerzy odnaleźć pod choinką jakiś podarunek (domownicy zmęczeni, ryba przypalona, pierogi rozgotowane. stresu i awantur co nie miara. a pod choinką znów sweterek vel skarpetki).
na całe szczęście istnieje (jeszcze) religijny wymiar świąt. warto przebrnąć przez ten świąteczny kierat po to, by o północy móc stanąć u progu stajenki i podziękować małemu Chrystusowi, że zechciał do nas przyjść (swoją drogą - wyobraźcie sobie, że jesteście wszechmogący. transcendentni. wszechogarniający. i nagle przychodzi wam stać się człowiekiem, ze wszystkimi jego przywarami. przewalone, co nie? to się chyba właśnie nazywa miłość).
dobrych i spokojnych świąt!












Sentymentalnia nadwiślana rok później.













































