Podsumowanie roku dwatysiąceosiem.
Sucho, krótko, acz treściwie.
NA PLUSIE
+ zmiana ISP na Orange
+ dworcowy dżob a w efekcie nikodem deczterdzieści z całym oprzyrządowaniem i ukochaną telelunetą.
+tramwajkowe eskapady
+ odkrycie 'trojki', 'listy' oraz wielki powrót 'strefy'
+ na nk przybyło parę naprawdę ciekawych znajomych.
+ magiczna karta visa electron
+ tupet jak taran
+ house m.d.
+ rowerowanie
+ oświecenie rodżera wu.
NA MINUSIE
- utracenie kilku wartościowych znajomych na nk
- nieporozumienia zarówno werbalne jak i niewerbalne
- z czternastki zrobiła się piętnastka. bardzo niedobrze
- długi jęzor
- nasi znów zawiedli
10:5 dla plusów. w rzeczywistości nie jest tak różowo. niestety.
ałt of rendź do pierwszego, odpoczywam na bukowińskich zboczach.
tak więc do siego roku.
kolorem i kształtem o świecie.
miażdżące melodie.
Ende.
poniedziałek, 29 grudnia 2008 | dodano o 11:27 PM |
Pasterka.
czwartek, 25 grudnia 2008 | dodano o 10:11 PM |
I need some sleep.
wtorek, 9 grudnia 2008 | dodano o 9:14 PM |
Pilot.
czwartek, 4 grudnia 2008 | dodano o 3:15 PM |
Adventus.
sobota, 29 listopada 2008 | dodano o 10:13 PM |
już w listopadzie straszy klientów monopolowego
Czerwony grubas wchłania hektolitry brązowej cieczy
a po krakowskim rynku spacerują mikołaje w babskich rajstopkach
[tempo ekspansji zgubnej kultury konsumpcji, komercji i kiczu jest zatrważające].
Święta idą, mocium panie...
Starszyzny borkowskiej portret.
piątek, 28 listopada 2008 | dodano o 11:38 PM |
Motel Panzio, Part 1.
wtorek, 18 listopada 2008 | dodano o 12:26 PM |
(Od wizyty w Motelu Panzio minęły już grubo ponad 3 miesiące. Dziś węgierski, dobry czas powrócił na zdjęciach. Idealny moment, aby dokończyć przemilczaną opowieść o tamtych dniach.)
Srebny Volkswagen Sharan mknął słowackimi drogami. Zmęczony trudami codziennego wstawania o 6:30 odpoczywałem złożony w kosteczkę na tylnej kanapie. Ze snu wyrwała mnie komenda wypowiedziana ciepłym głosem pani z GPSa.
Kierowca zdecydował, że to idealny moment na postój. Podał mi krótkofalówkę.
- Zatrzymajcie się, czas rozprostować kości - rzuciłem w eter.
Kolumna trzech samochodów stała na poboczu w towarzystwie samotnej ławeczki oraz pordzewiałej tablicy, na której widniał enigmatycznie brzmiący napis "Zastavka". W jednej chwili z aut wyskoczyła grupka kilkunastu osób.
Oddaliłem się od głośnego tłumu, nad którym wisiała chmura tytoniowego dymu.
Z puszką zimnej kawy w dłoni obserwowałem słowackie równiny skąpane w popołudniowym słońcu. Przyłożyłem do ust pojemnik z czerwonym logiem Illy. Poczuwszy smak swobody stałem tak rozkoszując się chwilą.
30 km pod Budapesztem samochód będący na czele kolumny odbił niespodziewanie w prawo.
- Alek, moja nawigacja mówi, że źle jedziemy - powiedział Kierowca trzymając krótkofalówkę przy ustach.
- Masz kiepską mapę, mój GPS na pewno dobrze nas prowadzi.
(Należy nadmienić, że Prowadzący dysponował wbudowanym systemem nawigacji firmy Bayerische Motoren Werke z wgraną dziką mapą Europy centralnej.)
Postanowiliśmy nie wywoływać kłótni. Podążyliśmy drogą wytyczoną przez Prowadzącego. W efekcie wplątaliśmy się w sieć drobnym uliczek na przedmieściach Budapesztu. Prowadzący uparcie twierdził, że jedziemy dobrą drogą.
Nagle pierwszy samochód zatrzymał się z piskiem opon. Odległość pomiędzy zderzakami pozostałych pojazdów dramatycznie się zmniejszyła. Wyjrzałem przez okno. Droga, którą jechaliśmy tonęła w ogromnym Dunaju. Prom. Cholerny prom. Kursujący z częstotliwością 2 godzin.
Rozpoczęła się nagonka na Prowadzącego. Padł stek przekleństw. Rada Starszych zdecydowała, że nowym przewodnikiem zostaje kierowca naszego Volkswagena. Jednak tak naprawdę władzę ma ten, kto ma mapę (tutaj:GPSa).
Pochwyciłem szarego Garmina i przejąłem dowodzenie.
Zmierzając do Gyepu Utca 5 nie zwracałem zbytniej uwagi na Budapeszt - Rada Starszych podjęła uchwałę, w myśl której kolację mieliśmy zjeść na Váci ( najsłynniejsza ulica Budapesztu ). "Dość się jeszcze naoglądam" - myślałem.
Po dotarciu do celu do Motelu (Rada Starszych oblała ten fakt kilkoma puszkami piwa) nadszedł czas na zakwaterowanie. Schody zaczęły się w momencie, kiedy okazało się że właścicielka, pełniąca tego dnia rolę recepcjonistki, włada wyłącznie językiem węgierskim. Po 30 minutach intensywnego machania kończynami przypadł mi w udziale pokój numer 20.
Odnalazłem schody.
"Dwadzieścia, dwadzieścia..." - mruczałem pod nosem.
Jest.
Na poddaszu, kurna.
( W tym miejscu warto wtrącić, że na Węgrzech panuje nieco inny klimat niż w Polsce. Przebywanie w pokoju na poddaszu pod koniec słonecznego i upalnego dnia przypominało pobyt saunie, w której ktoś wyłączył nawilżacz).
Rozpakowawszy manatki z impetem rzuciłem się na łóżko (o dużych siłach sprężystości). W efekcie wylądowałem na ścianie.
Przebrałem się, zabrałem potrzebne drobiazgi. W głowie miałem już obraz fotograficznych szaleństw w nocnym centrum Budapesztu. Zszedłem na parter.
- Nie jedziemy - oznajmiła Rada Starszych. Zakląłem pod nosem.
- Jesteśmy zmęczeni, idziemy spać - kontynuowali Starsi.
Zbulwersowany wróciłem do dwudziestki.
Zanim dotarłem do pokoju, dopadł mnie mały głód. Wróciłem na dół.
W salonie Rada Starszych otwierała pierwszą butelkę czystej.
"Cholerny Alkoholizm. Sam pójdę na Vaci, ot co!"
10:00 PM. Z Motelu Panzio wychodzi trójka nastolatków.
W ślad za nimi podąża dwójka dzieci. Razem przemierzają ciemną ulicę Gyepu, pokrytą dziurawymi i chropowatymi płatami betonu.
Mieliśmy plan - wsiadamy do autobusu i jedziemy do centrum. Małe przybłędy oponowały. Bojąc się nocnego wypadu w obce miasto zmusiły nas do porzucenia naszych zamiarów. Jakby tego było mało, młoda latorośl zaczęła narzekać na uporczywe burczenie w żołądku. Ruszyliśmy więc na poszukiwanie strawy.
3 km dalej znaleźliśmy Jeta. Jak Jet, to hot-dogi. Młodzi nie odpuszczali.
Musieliśmy wejść.
Kto by przypuszczał, że pełni szczęścia można doświadczyć spożywając bułkę z kurczakiem w sosie musztardowym w dobrym towarzystwie, na urokliwych przedmieściach stolicy Węgier?
Po powrocie do Motelu wyszedłem na taras. Zdałem sobie sprawę, że znajdujemy się na dość dużej wysokości względnej. Przede mną rozpościerał się Budapeszt pod karmazynowym niebem. Neony sięgały aż po kres widnokręgu, gdzie rysowały się kształty Wzgórza Gellerta. Z zapatrzenia wyrwał mnie zgrzyt starego klimatyzatora nad moją głową.
Wróciłem do pokoju numer dwadzieścia. Półprzytomny wziąłem prysznic, ustawiłem poranne "Dzień Dobry Polsko" na 6:09.
Zgasiłem światło. A ciepłe powietrze wlewające się przez okno zastępowało mi koc.
Motel Panzio, Part 2.
Wobec przystanku przy mogile.
sobota, 1 listopada 2008 | dodano o 11:39 PM |

magia pamięci zaklętej w kawałku barwnego plastiku.
Sentymentalna pogoń
z rzekomo ekologiczną nylonową torbą w ręku.
Urok wieczności sztucznej chryzantemy
i zachwyt nad dykcją wynajętego do czytania wypominków kapłana.
Nad drewnianą skrzynką
z pozostałością po mojej egzystencji
pragnę tylko
dwóch skrzyżowanych patyków
i jednej, lecz wiernej i szczerej świeczki.
Sentymentalnia nadwiślana.
poniedziałek, 27 października 2008 | dodano o 11:59 PM |

Pustelnio moja.
Nieszczęsna ostojo ósemki, sąsiadko Korony.
Samotnio moja.
druszlak@druszlak~$ format /etc/usr/share/wspomnienia i sentymenty
E: Could not open lock file /etc/usr/share/wspomnienia_i_sentymenty - format (13 Permission denied)
E: Unable to lock the administration directory (/etc/usr/share/wspomnienia_i_sentymenty), are you root?
Sprawiedliwości!
Bezdroża jesieni.
wtorek, 21 października 2008 | dodano o 9:27 PM |
Wobec ostatniej drogi.
czwartek, 16 października 2008 | dodano o 7:44 PM |
KL Auschwitz-Birkenau.
czwartek, 9 października 2008 | dodano o 9:13 PM |
Na tej ziemi, posypanej ludzkim popiołem, wyrżnięto w pień półtora miliona ludzi.
Zezwierzęcenie.
A potem mówią, że były kiedyś "polskie obozy koncentracyjne".
Telewizja kłamie.
Prasa zresztą też.
[*]
Armagiedon.
środa, 8 października 2008 | dodano o 9:15 PM |
Graficzny eksperyment. Przyciąga na myśl ostatni mętlik w głowie mej. Dedykuję najpodlejszej ze wszystkich Owiec.
W przeddzień Sądu podążyli ludzie po kartki na szczęście.
Przeszedłszy bramę Fabryki chwycili za łopaty i poczęli zdobywać kolejne wielokrotności normy robotniczej.
Stojąc do siebie plecami drążyli swój rów przysypując tym samym owoc pracy rąk sąsiada.
U zmierzchu zabrzmiało siedem syren obwieszczając nadejście Dnia Sądu.
Pracownicy ruszyli ku sklepowym półkom z kartkami na szczęście w dłoniach.
Z pełnymi koszami biegli do kas.
I kiedy przyszedł czas płatności
z przerażeniem stwierdzili
że na ich koncie nie ma żadnej akceptowanej waluty.
Ani dobrych uczynków.
Ani serdeczności.
Ani bezinteresowności.
( A potem był płacz i zgrzytanie zębami, o! )
Czasami kocham deszcz.
sobota, 4 października 2008 | dodano o 10:45 PM |

Istnieje inny świat, w którym człowiek wyizolowany od hałasu świata kawałkiem gumy i plastiku chłonie dźwięki życia.
Istnieje inny świat,
w którym dusza pochłonięta jesiennym deszczem
idealnie rozumie się z nocnym zwierzęciem miejskim (które bynajmniej nie jest drapieżnikiem).
_________________________________________
Dzień niezwykły, nie ten codzienny.
Słów niestarczy by opisać deszczowy spacer wzdłuż Wisły pociapanej refleksami kolorowego światła.
Poniżej macie Trabanty. Huk, zgiełk i smród:

A na koniec gablota osób wybitnych, napotkanych przypadkiem:
Linia 22, godz. 19:21
Do tramwaju wtacza się trzech łysych: jeden z nich sprawia wrażenie nieprzytomnego, pozostali go podtrzymują. Przyjrzawszy się dokładnie stwierdziłem, że ów delikwent jest przytomny, aczkolwiek nieco odurzony. "Naćpany?"- pomyślałem.
-Otwórz okno, okej? - rzucił jeden z dresiastych.
Posłusznie wykonałem polecenie.
-Kolega się chyba niezbyt dobrze czuje?
-Nooooo, tak to bywa kiedy się trochę wypije.
-Ale nieco przegiął pałe...
-No wiesz, w końcu sobota.
Wtenczas wystawili głowę niedysponowanego delikwenta za okno.
Jego paw był bardzo soczysty.
Ciąg dalszy nastąpi.
Różowy romantyzm ścienny.
piątek, 3 października 2008 | dodano o 4:21 PM |
Świat wybrukowany ziarenkami.
poniedziałek, 29 września 2008 | dodano o 11:00 PM |
11 w nocy. A Wen za oknem nie ma.W takim razie będzie proza.
Chrześcijańsko-Socjalistyczna Unia Wszystkich Stanów "Bez Barier"
Brzmi dumnie, nie? Tak na prawdę to bardzo złudna nazwa.
Czuję, że na jutrzejszym WOSie demokracja się zachwieje, i moja rasistowska partia zostanie wykluczona z grona pretendentów o większość w parlamencie.
A na załączonym obrazku nocny Kazimierz w wysokiej czułości.
Ostatnio polubiłem ziarno.
Ecce rex.
piątek, 19 września 2008 | dodano o 9:13 PM |
robiących każdy krok w niegasnącym blasku żarników ksenonowych.
Porażony blaskiem jupitera
sam zamieniłem się w zdobywcę
wchodzącego wśród okrzyków do domu uciech.
Krocząc po niekończącym się szkarłacie
mijałem portrecistów i malarzy
tworzących apoteozę mojej postaci.
Migawki ekskluzywnych aparatów klaskały na moją cześć,
nastoletnie fanki wprowadzały swoim krzykiem w rezonans wszystko,
co znajdowało się dookoła.
I płynąc na fali zachwytu tłumu
nie zauważyłem chwili,
w której stopa Większego idącego za mną
zmiażdżyła moje nędzne ciało.
Większy kontynuował swój tryumfalny marsz.
A moje sproszkowane szczątki
do zsypu
zmiótł
plastikową szufelką
przeciętny sprzątacz.
Koncertówka.
czwartek, 18 września 2008 | dodano o 10:43 PM |

Poświęcili, obejrzeli, pojedli.
Pojechali.
I dobrze. bo całe zamieszanie związane z otwarciem hali wreszcie się skończyło.
A wieczorem pojawiła się pierwsza w moim życiu okazja do porobienia koncertówek. I w sumie jestem z nich zadowolony, co rzadko mi się zdarza.
Zbyszek dał czadu, Noro Lim zresztą też.
Było energiczno-nostalgicznie.
Po prostu fajnie.
A zdjęcie z realizatorską łapką dedykuję Julce, która była jego pomysłodawczynią.

***
środa, 17 września 2008 | dodano o 11:06 PM |
1943-2008.
[*]
Ostatnio zastanawiałem się, jak odchodzić będą Pink Floydzi. Wszakże siedemdziesiątka już na karku i za parę lat będzie trzeba umierać.
Spodziewałem się Bóg wie jakich fajerwerków.
A Richard zgasł. Tak po prostu.
Nagle.
Nagrywał płytę, szykował się do trasy koncertowej.
I zgasł.
____________________________________________________________________
P.S.: Zdjęcie do projektu 888 znajdziecie TU.
Przepedałować Kraków i cały świat.
niedziela, 7 września 2008 | dodano o 9:03 PM |

Pewne granice wydają się nieosiągalne; próba ich przekroczenia postrzegana jest jako sprzeczny z logiką i chłodną kalkulacją romantyczny wymysł.
Jednak kiedy stajemy na linii dawnego horyzontu, nagle dostrzegamy nowe możliwości, perspektywy. A życie widziane z większej wysokości staje się jeszcze bardziej barwne i piękne w milionach swoich szczegółów.
Skoro myśl dnia mamy już za sobą, wybaczcie, ale muszę się pochwalić.
Projekt 888.
Moje zdjęcie zakwalfikowało się do finałowej wystawy.
Objedzie 8 polskich miast. Wyobrażacie se?
Rower wyzwala. Kraków. 7 Września 2008.
Trzeci, najtrudniejszy krok.
czwartek, 4 września 2008 | dodano o 11:01 PM |

Unendlichkeit.
Dubrovnik, Chorwacja.
4.JUN.2008
3:14 PM.
Aklimatyzacja w obozie koncentracyjnym zwanym popularnie szkołą przebiegła beż żadnych problemów.
Już drugiego dnia odsiadki naprawdę poczułem, że to przecież takie same dni. Poza układem dnia oczywiście..
Wbrew pozorom strasznie cieszę się z powrotu do szkoły.
Ci sami ludzie stają się inni, dojrzalsi. Spotkania po wakacjach nie raz zaskakiwały.
Każdy belfer wydaje się milszy ( poza jednym anglistą, który nie podzielił się pizzą).
"Wszystko zależy od nastawienia, z jakim przychodzimy." Święte słowa.
A zdjęcie dedykuję wszystkim maruderom. Cały rok pracy jest między innymi po to, żeby w ramach odpoczynku i wynagrodzenia móc obejrzeć taką lub inną widokówkę na żywo.
Ostatnie dni, part five ( nocne oczekiwanie na czwartą nad ranem ),
niedziela, 31 sierpnia 2008 | dodano o 11:18 PM |
Sentymentalne kamienie. Wzgórze Objawień, Medjugorje, Bośnia i Hercegowina.Dziwi mnie fakt, że już całkowicie oswoiłem się widmem zbliżających się 10 miesięcy.
Nie boję się wyzwań, nie boję się porażek. Myślę pozytywnie. Bardzo.
Co z tego, że będzie ciężko. Czy ktoś tu mówił o łatwej robocie?
Biorąc pod uwagę długość snu, w roku szkolnym będę się bardziej wysypiał niż w wakacje.
Ale wracam odnowiony wewnętrzną siłą; wracam z entuzjazmem i zapałem.
To chyba ważniejsze.
Marzenia były. Spełnione i niespełnione.
Żałuję zmarnowanego czasu.
Ale dziękuję za czwartą nad ranem,
dziękuję za świeżą trawę.
Dziękuję za zapiekanki z Tesco,
poranne precle przepijane kawą.
Najbardziej bolało pożegnanie z Krakowem.
Pociesza mnie myśl o sobotnich, zimowych spacerach po Plantach.
Ostatnie dni, part four.
sobota, 30 sierpnia 2008 | dodano o 7:15 PM |
Zatwardziały Apostoł. 30 VIII 2008, 10:08 AM, Kalwaria Zebrzydowska, figura z bramy przed sanktuarium.
Iść boso przez świat. I to w habicie. 30 VIII 2008, 12:16 PM, Kalwaria Zebrzydowska, tuż przed ołtarzem polowym.
Sobota. Widmo zbliżającej się apokalipsy jest przytłaczające.
Ostatni normalny dzień wakacji.
Ogniska, pożegnania wakacji itepe.
No i jak co roku pielgrzymka do Kalwarii Zebrzydowskiej.
Od zeszłego roku zauważyłem następujące różnice:
- dużą część pielgrzymki widziałem przez wizjer Nikodema,
- droga od autobusu do sanktuarium trwała 14 minut dłużej ( w tak zwanym międzyczasie rzuciło się na mnie 10 uroczych niewiast poznanych na rekolekcjach z dzikim okrzykiem " czeeeeeść Maaaaaaaaciek!" ),
- zapiekanki podrożały ( chyba ).
Popieprzę bolącą nogę i pojadę w daleką drogę...
Ostatnie dni, part three.
czwartek, 28 sierpnia 2008 | dodano o 9:56 PM |
Żurawie nie oszczędzają nawet starówki. Kraków, Rynek Główny.Jednak odnajduję w nich siłę na cały nadchodzący rok.
Cholernie boję się powrotu do ludzi codzienności.
Wszakże sieprawskie gimnazjum to nie elitarne krakowskie liceum.
Już jutro rozstanę się z dwieściepiętnastą o siódmej jedenaście.
Dwudziestkadwójka i dziewiętnastka wyjdą z częstego użytku.
Nie będzie więcej porannych precelków, kawy z automatu, pokusy skosztowania rzuconych Tigerów.
Dziękuję pani handlującej precelkami, litościwym kanarom, ochroniarzom z galerii oraz tajemniczemu nieznajomemu z dwudziestkidwójki, którego co dzień spotykałem w drugim wagonie na samym tyle.
Ostatnie dni, part two.
wtorek, 26 sierpnia 2008 | dodano o 8:55 PM |
Ostatnie dni, part one.
poniedziałek, 25 sierpnia 2008 | dodano o 9:17 PM |

Dzień zwykły. Taki miał być.
Ale jak zwykle nie wyszło.
Pierwszy raz w te wakacje zaspałem na
empeka linii 215 o 7:11.
Pierwszy raz w te wakacje podziwiałem zachód z
empeka linii 215 o 19:13.
Dziękuję za ten dzień dwóm wspaniałym niewiastom ( jak już mówiłem, ten biało-niebieski, tudzież jeden z Outhornów. Ewentualnie możesz pozostać przy swoich Najkach).
A na zdjęciu moja kochana i przeurocza siostra.
Pees:Dziękuję za kliknięcia.
Dziś otrzymałem maila z wiadomością o zablokowaniu konta AdSense. 25$ poszło się paść. Ale tak to bywa z nieuczciwie pozyskaną mamoną.
Mając słowo za oręż.
piątek, 22 sierpnia 2008 | dodano o 11:10 PM |






























