kolorem i kształtem o świecie.

miażdżące melodie.

delirium of march,

piątek, 27 marca 2009 | |




do świętej triady mpk, obok #2044 i #2019, dołączył dziś wspaniały, aglomeracyjny jelcz o numerze taborowym dj666.


myślałem, że do mojego jelczyka nie będę mógł przywiązać żadnych owczych alegorii.
wszakże panowie dresowie, w których ustach wulgaryzmy pojawiają się średnio 30 razy na minutę, a w skrajnych momentach nawet 3,5 kur.y na sekundę (sprawdziłem, zmierzyłem.), nie mają nic wspólnego z luksusową linią, która łączy borek z bronowicami.

a jednak.
'no-oo. teraz chodzę na angielski z taką kaśką z lusiny' usłyszałem.

przypadek, myślę.
niestety, pierwsze skojarzenia są najczęściej trafione.
nasza-klasa prawdę ci powie. sprawdzam podejrzewaną szkołę jezykową. kurka. strzał w dziesiatkę, a jakżeby inaczej...

jaki morał z tej historii?
z niektórych paranoi ciężko się wykręcić. a czasem jest to wręcz niemożliwe.

Misje Święte.

czwartek, 26 marca 2009 | |


fajnie być erudytą.

(polecam powiększenie zdjęcia.)

osiedlowa kałuża.

wtorek, 24 marca 2009 | |


i kto powiedział, że blokowiska są szare, smutne i zasnute mgłą?

(dies sine #2044 amittus est).

one day, one photo.

poniedziałek, 23 marca 2009 | |



jeden dzień, jedno zdjęcie.
i tak przez sześć lat.
efekt naprawdę imponujący.

też chciałbym zostawić po sobie coś takiego.

goodbye my lover. goodbye my friend.

wtorek, 17 marca 2009 | |

floriańską przemierzałem z milion razy.
zdjęć mariackiego mam już ze trzy pudła.
ale i tak za każdym razem stare miasto fascynuje na nowo,
jest inne.
wciąż wozimy się wagonem #2044,
z tą drobną różnicą, że już samemu.


pusto. wszędzie tak cholernie pusto.


kij motyka. przeżyjemy.< ? >

wyczekiwanie.

czwartek, 12 marca 2009 | |



to, na co czekamy, czasem naprawdę spada z nieba.



kraków balice, terminal lotniczy.

akcja właściwa.

niedziela, 1 marca 2009 | |



niedzielna noc. wigilia rocznicy wielkich zmian.
miało być inaczej. a i tak skończyłem w ruchliwej, bukowińskiej kawiarence.
zgarbiony nad arkuszem papieru, z długopisem w dłoni i szklanką kawy w zanadrzu próbowałem skleić jakimś cudem pożegnalny listel. za każdym razem udawało mi się tylko zapisać datę i wstawić znośną apostrofę. pozostała część okazywała się być po prostu pospolitym barachłem patetycznym.

kiedy słów brakuje, lepiej po prostu się zamknąć.

chcesz nakarmić głodne dziecko, prawda?

licznik.

all copyrights by

Maciej Hachlica